niedziela, 13 listopada 2016

Nutella i Bridget Jones, czyli zmiany są dobre

Od jakiegoś czasu zastanawiam się kiedy przestali liczyć się dla mnie znajomi na fejsie, pełna szafa i ciągłe gonienie za 'czymś'. Po co otaczać się osobami, które niewiele wnoszą do mojego życia poza zostawieniem w moje urodziny komentarza na tablicy. Czy pamiętaliby o nich gdyby nie przypomnienie? Nie sądzę, dlatego też systematycznie pozbywam się ich ze 'znajomych' #burtalnealeprawdziwe. Tak jak kiedyś liczyła się liczba znajomych na facebooku tak liczyła się szafa pełna ubrań, w końcu świat się skończy gdy będziesz chodzić cały czas w swoich ulubionych spodniach. Obecnie w mojej szafie znajdują się ubrania w których faktycznie chodzę, które lubię i wydaję mi się, że dobrze w nich wyglądam. Rzeczy mi nie potrzebne sprzedałam lub też oddałam potrzebującym a mój portfel jest ze mnie dumny bo na zakupach też już często nie bywam. Nie bywam też na imprezach, przestało mnie to bawić. Mam 20 lat i wolę nutelle i Bridget Jones od 'melanżu' po którym trzeba będzie mnie zbierać. Smutne? Nie. Wolę spędzić czas w gronie przyjaciół, ludzi którzy wiedzą kiedy mam urodziny, domyślą się że coś jest nie tak nawet jeśli im tego nie powiem i będą zawsze gdy będę ich potrzebować. Preferuje też naukę bo nie przyszłam na studia po to by obijać się 5 lat i żeby finansowali mnie rodzice a po to aby coś z nich wynieść. Jeszcze kiedyś pewnie rozpaczałabym, że zamiast bywać 'wszędzie' oglądam seriale i jestem sama. Jednak dopóki nie nauczycie się być szczęśliwi sami ze sobą nie będziecie z nikim szczęśliwi - wiem co mówię bo sama nad tym pracuję codziennie. Raz wychodzi lepiej a raz gorzej ale staram się to zmieniać. Zmiany są dobre.

wtorek, 8 listopada 2016

3 randki - czyli historia o tym jak uciekłam, nie umiałam surfować oraz o zwierzęcej reprodukcji.

Chyba większość ludzi między 18 a 30 rokiem życia wie czym jest Tinder. Dla jedynych to desperacja, dla innych zabawa a dla niektórych nawet szansa na przygodę na jedną noc (sic!). Dla mnie zdecydowanie to drugie oraz ciekawe doświadczenie, patrząc z perspektywy kierunku jaki studiuję (trust me I'm future psychologist). To zabawne ile osób zapytało mnie o to czy mogę o nich powiedzieć coś na podstawie zdjęcia, wyciągało na kawę czy prawiło komplementy co było niewątpliwie pochlebiające. Jednak fajne zdjęcie i rozmowy zaczynające się od 'co tam?' - nie znam Cię więc co mam Ci powiedzieć, że robię pranie i korzystam z takiego proszku i takiego płynu? - nie wnoszą zbyt wiele. Dochodzi do spotkania. I tu zaczyna się zabawa. Zima, słońce, mroźne powietrze uwielbiam takie spacery i na spacer też padło. Nie sądziłam jednak że zrobi się z tego jogging. Nie wiem czy chciał wykorzystać to, że mam krótkie nogi i mnie zgubić czy to była reakcja na stres. Na początku nie mówił nic (szkoda, że na tym się to nie skończyło), później jednak zgadało się o studiach i tak ten piękny zimowy czar prysł przy temacie porodu klaczy i świnek. Nie widzieliśmy się więcej. Zraziłam się do tego - 'Nigdy więcej'. Mhm. Sparowało nas gdy wracałam do domu. Kobieca intuicja mówiła - załóż sukienkę! I od tej pory jej nie słucham. Czapka z daszkiem, krok w kolanach, nie wiem które z nas w tym duecie wyglądało śmieszniej. Było ok, tak myślałam. Spotkanie się skończyło, nastała cisza a po kilku dniach 'Nie nadajemy na tych samych falach' - przepraszam, gdzie mogę kupić deskę? Minęło trochę czasu, nastały wakacje, sesja się skończyła #wolność. Było piękne upalne lato, rozmawialiśmy już trochę więc stało się, umówiliśmy się. Wchodzę do ulubionej kawiarni, rozglądam się - gdzie on jest? Nie widzę, namierzam stolik i kieruję się by zająć miejsce. Po drodze zaczepia mnie on. Tak, nie przypominał siebie ze zdjęcia i nie wspominał że ma niewiele ponad 160 cm wzrostu i piskliwy głos. Wypiłam kawę, starałam się zachować powagę i z nim rozmawiać, więcej na mnie patrzył niż mówił. Nie dałam rady, wymyśliłam coś na poczekaniu i powiedziałam, że muszę się zbierać. Zapytałam w którą stronę idzie i poszłam w przeciwną. No nic tak też bywa. 

Na dzień dobry!

Czy zdarzyło wam się kiedyś odnieść wrażenie, że jesteście do niczego i nic wam nie wychodzi? Mi tak i to niejednokrotnie. Czasami mam ochotę powiedzieć kocham swoje życie a czasami, że go nienawidzę. Ale przecież nie tylko ja zalewam laptopa kawą, psuje pralkę czy płaczę przez kolejnego faceta.Życie bywa przewrotne, pośmiejmy się z niego razem!

#dzień1
Kolejny facet i na co mi to było? Hmm chyba czasami kumple muszą zostać jednak kumplami. Ale życie, nie pierwszy i nie ostatni nie jest tak dorosły jak się mi wydaje. Kupiłam butelkę ulubionego, czerwonego wina i obejrzałam kolejny odcinek serialu, który chyba nigdy się nie skończy bo Mer ma więcej żyć niż kot (tak to 'Grey's Anatomy'). Szybko zasnęłam, za wiele wrażeń jak na jeden dzień. Budzik zadzwonił o 6:15 - witaj wtorku, dziś miało być pięknie ale jest jak zwykle. Pogoda nie pomaga, opatulona szalikiem wyszłam na zajęcia. 1,5h minęło bardzo szybko w takim razie skoro dziś nigdzie mi się nie spieszy to może zrobię małe zakupy? Ten moment gdy szukasz Hebe, jedziesz pół miasta, znajdujesz a tam 'Ponowne otwarcie 9.11.2016r.') - super. Pojechałam dalej i znalazłam. Pani przy kasie próbowała wcisnąć mi wszystko co się da i jedno 'Nie, dziękuje' nie pomogło. Ale rozumiem, sama jakiś czas temu stałam za ladą - 'A może preparat do czyszczenia?', śni mi się to po nocach. I kolejnym punktem dnia dzisiejszego były buty, kocham buty. Ale jestem dość oszczędna - kto by pomyślał, że w listopadzie będę miała jeszcze pieniądze z sierpniowej wypłaty' - więc przymierzyłam kilka par, dobrałam rozmiar a zakupy zrobiłam przez internet. Ekspedientka była niepocieszona, że nie chcę zamówić u niej butów. Przykro mi, -5% w internecie dla studentki to przecież majątek! Teraz kawa i do nauki, nawet poszłabym na dzisiejszy wykład ale skoro odwołany czas na Eriksona, Vaste i Wojciszke przy jakiejś dobrej muzyce. A może by tak Last Christmas?
K.